relacja

Służba w 7. rocznicę śmierci Jana Olszewskiego

Powązki Wojskowe, 7 lutego 2026 r.

​Około godziny 10:20 wraz z delegacją z 9 WDH udałem się na Cmentarz Wojskowy na Powązkach, aby uczcić kolejną rocznicę śmierci byłego Premiera RP, Jana Olszewskiego. Na miejscu dołączyliśmy do harcerzy z innej drużyny, z którymi wspólnie dbaliśmy o godną oprawę tej uroczystości.
​Do moich obowiązków, oraz pozostałych osób z asysty, należało staranne rozmieszczenie wieńców i kwiatów na grobie oraz w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Nie ukrywam, że poczułem ogromną dumę i zaszczyt, mogąc nieść jeden z najważniejszych wieńców podczas tej ceremonii.
​Całe wydarzenie wywarło na mnie duże wrażenie – panowała podniosła, ale serdeczna atmosfera. Była to również wyjątkowa okazja do nawiązania nowych znajomości oraz spotkania osobistości znanych z życia publicznego i politycznego. To doświadczenie z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć jako ważna lekcja historii i patriotyzmu.

Szer. Wojciech F.

Strona wpisuSłużba w 7. rocznicę śmierci Jana Olszewskiego

Wyprawa drużyny

Las Kabacki, 28 lutego 2026 r.

W mroźną sobotę 28 lutego, 9 Warszawska Drużyna Harcerzy „Eskadra” zameldowała się na zbiórce już o godzinie 8:00, by wspólnie wyruszyć na pełną wyzwań wyprawę w głąb Lasu Kabackiego. Program wyjazdu był niezwykle intensywny – harcerze zmierzyli się w dwóch angażujących grach terenowych, wzmocnili siły podczas wspólnego obiadu, a całe spotkanie zwieńczyli uroczystym apelem w leśnej scenerii. W wyprawie wzięło udział łącznie około 15 osób, gotowych na dawkę dobrej przygody i braterskiej atmosfery.

Szer. Wojciech F.

Strona wpisuWyprawa drużyny

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VII
Międzybrodzie Żywieckie, piątek 23 stycznia 2026 r.

Znowu obudził mnie gwizdek oboźnego. O 7:25 wyszedłem wraz z moim zastępem na zbiórkę poranną. Dostaliśmy 10 minut na przebranie się na rozgrzewkę. Następnie udaliśmy się na dwór, gdzie rozpoczęliśmy rozruch. Najpierw przebiegliśmy ok. 200 metrów, a potem mój podzastępowy – mł. Jakub S. przeprowadził ćwiczenia na rozciągnięcie i rozgrzanie.

Kiedy każdy był już gotowy na ponowne wyjście na dwór, to poszliśmy zjeść śniadanie. Tym razem wybrałem kanapki z jajkiem na twardo i wypiłem gorącą herbatę. Wraz z zakończeniem śniadania, razem z moim zastępem poszliśmy do pokojów i rozpoczęliśmy sprzątanie. Wyniki były naprawdę dobre! Tylko jeden błąd w 2 pokojach.

Od zakończenia sprawdzania porządków wróciliśmy do robienia sprawności, pisania relacji oraz przygotowywania scenki na kinderbal (festiwal). Po decyzji jury zajęliśmy 2 miejsce. Jestem z tego wyniku bardzo zadowolony. Wieczorem zjedliśmy kolację, odbył się kominek i rozpoczęła się watra, na której byłem do końca (4:00). Dzień był bardzo produktywny i jestem z niego zadowolony.

wyw. Artur K., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VI

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VI
Międzybrodzie Żywieckie, czwartek 22 stycznia 2026 r.

Dzień zaczął się jak zwykle od gwizdka na pobudkę, po którym przebraliśmy się w codzienne ubranie. Rozgrzewka może i była krótka, lecz wymagająca. Chwilę po niej poszliśmy na śniadanie, które jak co dzień było pyszne i obfite. Następnie odbyło się szybkie sprawdzanie porządków w pokojach, a chwilę później rozpoczął się apel.

Później wyszliśmy w teren na grę zastępu „Śmieszki”. Gra trwała do obiadu. Obiad bardzo smaczny – zupa i drugie danie. Około 14:40 zaczęło się LB (odpoczynek po obiedzie), które trwało przez najbliższą godzinę, podczas którego można było zadzwonić do rodziny.

Od razu po LB zaczęła się jakże wyjątkowa gra kadry, ponieważ zamiast działać w zastępach wszyscy działali indywidualnie. Gra miała dwa etapy: pierwszy polegał na chodzeniu po punktach rozsypanych po całym Międzybrodziu Żywieckim, za to druga faza działa się na małym półwyspie i polegała na zapamiętywaniu i przekazywaniu wręcz losowych liter kadrze i kupowaniu terenu z mapy.

Od razu po grze poszliśmy szybkim krokiem do ośrodka na kolację. Po kolacji odbyło się sprzątanie w pokojach i jak zwykle kończący dzień kominek.

mł. Piotr S., „Kraski”


Jak zawsze rano obudził mnie gwizdek drużynowego – Janka. Niestety przez kontuzję nogi nie mogłem biegać. Ale dołączyłem do drużyny, aby zrobić ćwiczenia na rozgrzewce. Na śniadanie standardowo był szwedzki stół. Ja wybrałem kanapki z twarogiem i dżemem. Dzisiaj podczas apelu robiłem zdjęcia, które niestety nie wyszły z powodu złego ustawienia aparatu.

Następnie odbyła się gra „Śmieszków”. Była dobrze zorganizowana oraz miała ciekawą fabułę. Mój zastęp nie mógł uczestniczyć w finale gry przez pewien błąd. Na obiad był dzisiaj pyszny schab z kluskami śląskimi oraz surówką. W trakcie przerwy poobiedniej pisałem relację i oczywiście odpoczywałem przed następną grą. Gra kadry była dość męcząca, ponieważ każdy chodził sam pomiędzy punktami i indywidualnie wykonywał zadania. Druga faza gry była częścią ekonomiczną, której celem było kupienie jak największej liczby powiatów. Na kolację zjadłem kanapki z wędliną, masłem i ogórkiem oraz wypiłem dużo ciepłej herbaty. Dzień zakończył się kominkiem, na którym była gawęda o historii króla Władysława Warneńczyka.

szer. Piotr Ż., „Jastrzębie”


Dziś, czyli w czwartek, 22 stycznia rozpoczął się kolejny ekscytujący dzień na zimowisku „Eskadry”. Około 7:20 była drastyczna pobudka. Następnie mieliśmy chwilę na przebranie się z piżam i przygotowanie się na rozgrzewkę. Dzisiejsza rozgrzewka była krótka, lecz wymagająca. Po rozgrzewce było pyszne i ciepłe śniadanie.

Najedzeni i wypoczęci udaliśmy się na pierwszą grę tego dnia, którą stworzył zastęp „Śmieszki”. Zmęczeni oraz zadowoleni poszliśmy na obiad. Jedliśmy kluski śląskie, kotlety, surówkę i zupę pomidorową. Po godzinie odpoczynku inaczej zwanym LB mieliśmy chwilę na przygotowanie, a potem rozpoczęła się kolejna gra, tym razem organizowana przez kadrę.

Gra miała dwie fazy, pierwsza polegała na odnalezieniu za pomocą mapy czterech punktów oraz ukończenie zadań, które się na nich znajdowały. Po zrobieniu każdego punktu instruktor zaznaczał na mapie punkt fazy drugiej. Faza druga była bardziej skomplikowana, było osiemnaście źródeł, z czego od pierwszego do szóstego dostawało się radioaktywność, z siódmego do dwunastego punkty, a od trzynastego do osiemnastego mutacje. Dzięki radioaktywności zdobywało się teren na mapie, którą każdy miał, dzięki punktom zdobywało się punkty na grę, a za mutacje mnożnik np. jedna mutacja to mnożnik razy jeden przecinek jeden. Było dziesięć faz, każda z nich trwała od czterech do pięciu minut. W każdym źródle była taka plansza jak w statkach, tylko trochę zmodyfikowana, w której fazie odbywały się współrzędne kratki np. A:5 i źródła od jeden do sześć. I tak przez dziesięć faz. Po grze w szybkim tempie udaliśmy się na kolację, która jak zawsze była obfita i oferowała dużo jedzenia. Dzień jak zawsze zakończyliśmy kominkiem.

mł. Bruno C., „Kraski”


Dzisiejszy dzień był super, ale zacznijmy od początku. Najpierw była rozgrzewka, później było śniadanie.

Po śniadaniu ja z Jankiem i prawie całą kadrą byliśmy punktowymi. Ja wybrałem plac zabaw, później szedłem z Jankiem i Piotrem. Piter poszedł na swój punkt, ja z Jankiem szedłem pięć minut i potem się rozdzieliliśmy. Myślałem, że nikt do mnie nie przyjdzie, ale jednak przyszły do mnie jako pierwsze „Sokoły”, zadałem im cztery pytania. Myślałem, że pójdą bez problemu na inne punkty, gdy znienacka naskoczyły na nich „Jastrzębie”. Walka była zaciekła. Bruno i Piotrek uciekli, Mikołaj został sam, dwóch harcerzy z „Jastrzębi” oderwało mu opaski, przybył na pomoc Bruno. Jastrzębie jakby nigdy nic poprosili mnie o zadanie. Gdy byłem w połowie, zauważyłem, że „Sokoły” i „Kraski” robią chwilowy sojusz. Chciałem na to nie zwracać uwagi, ale jak tylko chciałem zadać kolejne pytanie „Jastrzębiom”, widziałem w ich oczach strach przed potężną armią.

Po wykonaniu zadania Jastrzębie uciekały do tyłu, lecz potężna armia „Krasek” i „Sokołów” dogoniła „Jastrzębie”. Była potężna walka, każda drużyna straciła jedną opaskę. „Jastrzębie” się rozdzieliły, „Sokoły” wróciły po zadanie. Po dziesięciu minutach byliśmy na górce z prawie całą kadrą i Jankiem H. Janek musiał pójść do ośrodka, a moim i kadry celem było go chronić, zaś harcerze musieli nas pokonać. Niestety przegraliśmy.

Po grze był obiad i później gra kadry. Gra była niestandardowa, bo musieliśmy robić punkty sami, po punktach biegłem tyle, ile miałem sił w nogach. Byłem przedostatni, szczerze mówiąc nie rozumiałem zasad. Po kilku turach wreszcie wszystko zrozumiałem. Pod koniec gry mogliśmy zebrać lightsticki. Później było ognisko i pora do łóżek. Byłem tak zmęczony, że tylko jak poczułem łóżko, to poszedłem spać.

szer. Szymon B., „Śmieszki”


Obudziliśmy się przed godziną 8:00 ok. 7:40. Następnie wszyscy harcerze poszli na dwór na przyjemną rozgrzewkę, która pozwoliła się wszystkim przebudzić. Po rozgrzewce wszyscy wrócili na chwilę do pokojów, po to by się przebrać i przygotować do śniadania. Gdy wszyscy harcerze byli gotowi, ruszyliśmy na pyszne śniadanie.

Kiedy wszyscy się najedliśmy, mieliśmy chwilkę czasu dla siebie. Po krótkim odpoczynku odbyła się zbiórka, na której zostały nam objaśnione zasady pewnej interesującej gry wymyślonej przez zastęp „Śmieszki”. Polegała ona na tym, że zastępami biegaliśmy od punktu do punktu wykonując zadania. Na końcu gry odbywała się wielka bitwa pomiędzy zastępami i zmiennokształtnymi.

Prosto po grze wszyscy poszliśmy na bardzo smaczny obiad, na którym uzupełniliśmy spalone kalorie. Po obiedzie był czas wolny (LB), w którym należało odpoczywać. Po LB dowiedzieliśmy się o nowej grze terenowej. Owa gra została podzielona na dwie części. I część upodabniała się do innych gier terenowych, ponieważ polegała na chodzeniu do różnych punktów, przy których były zadania do wykonania. Różnica jednak polegała na tym, że pracowało się samemu. II część była inna. Nie była to powszechnie stosowana walka. Ta część polegała na szukaniu „źródeł” oraz podawaniu poszczególnych informacji z nich. Dzięki punktom można było kupować różne lokalizacje na mapie.

Kiedy gra dobiegła końca, od razu ruszyliśmy na upragnioną kolację, na której wszyscy się najedli. Po kolacji harcerze udali się do pokojów, aby przetrawić jedzenie. Na koniec dnia cała drużyna wybrała się na kominek, żeby pośpiewać piosenki. Można było również dowiedzieć się bardzo ciekawych informacji na temat Stanisława Skalskiego oraz króla Warneńczyka. Po kominku większość harcerzy poszła spać.

szer. Bartosz Cz., „Sokoły”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ VI

Zimowisko 2026 – DZIEŃ V

Zimowisko 2026 – DZIEŃ V
Międzybrodzie Żywieckie, środa 21 stycznia 2026 r.

Obudziliśmy się około 7:20 po 8 godzinach snu. Nasz wspaniały drużynowy dodał nam otuchy na nadchodzący dzień. Następnie była obfita rozgrzewka, zakończona zaległymi pompkami. Później udaliśmy się na bardzo pożywne śniadanie. Po śniadaniu odbyły się standardowe porządki. Następnie odbyła się gra zastępu „Sokoły”. Zmęczeni udaliśmy się na smaczny obiad. Oboźny dał nam lekko ponad godzinę na LB, na którym: zaliczaliśmy sprawności, pisaliśmy relacje i odpoczywaliśmy. Później odbyła się według mnie druga najlepsza gra na zimowisku, mianowicie gra „Krasek”. Po grze poszliśmy na majestatyczną kolację. Na koniec dnia odbył się kominek. A po nim wszyscy smacznie poszli spać.

wyw. Ignacy P., „Sokoły”


Dzisiejszy dzień miał być normalny, czyli trening, śniadanie i rozgrzewka, czy tak było? Oczywiście, że nie. Janek Hoser źle się czuł, więc musiałem być sam. Kadra zaproponowała dwie opcje: będę z kimś, ale nie dostanę punktów lub będę sam, więc wybrałem drugą opcję. Kadra dała mi swoje numery telefonów i zaznaczyła mi ośrodek na mapie.

Zostało kilka minut, stresowałem się, że nie dam rady. Każdy wybiegł z ośrodka, każdy biegł na pierwszy punkt. Biegłem tak szybko, że nikt nie mógł mnie dogonić. Druh powiedział nawet, że mogę to wygrać. I miał rację. Skończyłem pierwszy punkt, pobiegłem później na drugi punkt, z drugiego chciałem na trzeci, ale złapał mnie druh Jan Artych. Jastrzębie już skończyły i pobiegły przez małą górę, ja natomiast, żeby się nie zgubić, poszedłem okrężną drogą. Zauważyłem harcerza, który chce mi coś powiedzieć i wtedy zrozumiałem, że goni mnie druh Mikołaj Kamiński. Złapał mnie, musiałem czekać trzy minuty, zanim mnie uwolnił. Po uwolnieniu biegłem tyle, ile sił miałem w nogach, gdy dotarłem na trójkę, były tam Jastrzębie, zrobiłem trzecie zadanie.

Biegłem na czwórkę, aż nagle złapał mnie znowu Jan Artych. Jastrzębie poleciały dalej, ja poleciałem łąką po trzech minutach drogą optymalną. Byłem jako pierwszy na czwórce, a później na górze była zaciekła bitwa, wygrały Jastrzębie.

Potem był obiad, obudziliśmy Janka Hosera, zjedliśmy, odpoczęliśmy. Janek Hoser czuł się lepiej, więc zagraliśmy w grę popołudniową. Było pięć punktów, ale Janek Hoser powiedział, że zrobimy trzy punkty, bo nie wyrobimy się z czasem. Później zagraliśmy w grę na zrywanie opasek. Druhowie udawali duchów, a za zerwaną opaskę były punkty.

Po grze zjedliśmy kolację, po kolacji czas na porządki i przebranie się w mundur, potem był kominek. Byłem tak padnięty, że myślałem, że już pójdę spać. Po kominku musieliśmy kłaść się spać i wtedy zdałem sobie sprawę, że jutro czeka nas nowa przygoda.

szer. Szymon B., „Śmieszki”


Po przebudzeniu od razu zorientowałem się, że źle się czuję, ale stwierdziłem, że jeszcze z tym zawalczę, więc bez słowa narzekań wyszedłem na rozgrzewkę. Po solidnym rozgrzaniu udaliśmy się na śniadanie, na które były klasyczne parówki i płatki z mlekiem. Wróciliśmy do ośrodka i miała się odbyć gra „Sokołów”, niestety ze względów zdrowotnych nie mogłem się na nią udać. Wykorzystałem ten czas na dobry sen. Po powrocie reszty drużyny z gry udaliśmy się na niewykwintny, ale dobry obiad.

Po posiłku rozpoczęła się gra „Krasek”, na którą stwierdziłem, że pójdę, ponieważ nie można dać innym zastępom takiej przewagi. Gra w ogóle była bardzo dobra, ale było trochę za mało czasu w stosunku do ilości punktów.

Po grze zjedliśmy pyszną kolację, na którą została zaserwowana pizza, kolejny dobry posiłek. Zjedliśmy i dostaliśmy czas na porządki w mundurach. To jeszcze nie koniec, bo po kolacji odbył się kominek, na którym niestety niezbyt mogłem śpiewać z powodu bolącego gardła. Mój dzień skończył się szybką radą ZZ.

wyw. Jan H., „Śmieszki”


Kolejnego dnia zimowiska zbudził mnie jak zawsze gwizdek oboźnego. Poza pokojami gorąco powitał nas Jędrzej. Wygłosił on kilka ważnych i zachęcających słów. Wyszliśmy na rozgrzewkę. Chwilę pobiegaliśmy, trochę poskakaliśmy i porozciągaliśmy się. Później jak zawsze śniadanie. Bardzo się najadłem, więc miałem dużo energii na gry.

Każda osoba z zastępu wróciła ze mną do pokoju i od razu rozpoczęliśmy sprzątanie. Wycieraliśmy kurze, składaliśmy ubrania i ścieliliśmy łóżka. Prawie wszystko było na tip-top. Ale oczywiście oko oboźnego musiało dostrzec jakieś niedoskonałości. Zadowoleni wróciliśmy do pokoi i rozpoczęliśmy przygotowania do gry zastępu „Sokoły” prowadzonego przez wyw. Ignacego P.. Wraz z pomocą mojego podzastępowego Jakuba S. poprowadziliśmy „Jastrzębie” do zwycięstwa w grze (był remis z „Kraskami”). Biegaliśmy, wspinaliśmy się, ale udało nam się. Po potężnej walce na górze w ramach finału pokonaliśmy wszystkich.

Gra się skończyła, więc poszliśmy na obiad. Dzisiaj dosyć niestandardowo – frytki ze skrzydełkami z kurczaka. Całkiem niezły obiad, nawet się najadłem. Udałem się z zastępem do pokoju. Zaczęliśmy zdobywanie sprawności. Resztę LB odpoczywaliśmy.

Po południu udaliśmy się na grę organizowaną przez „Kraski”. Podczas niej musieliśmy dotrzeć do 4 punktów, a zakończyła się klepą. Finalnie ją wygraliśmy.

Dzień zwieńczyliśmy kominkiem. Gawęda, którą opowiadał Jędrzej była długa, ale ciekawa i intrygująca. Kto jeszcze nie wiedział, to usłyszał co to TDP, jak na niego pojechać i po co. Po tym dniu na pewno każdy był zmęczony, ale szczęśliwy. Jak to się mówi, byliśmy „Przetyrani w dobrym tego słowa znaczeniu”.

wyw. Artur K., „Jastrzębie”


Obudziłem się z zakwasami po wczorajszej wędrówce, czując jak boli mnie każdy mięsień mojego ciała. Na śniadanie jak zwykle był szwedzki stół i płatki z mlekiem oraz bardzo słodka herbata. Przed porannym apelem czekało nas niestandardowe zajęcie – wybór osoby grającej na werblu. Dwóch obecnych kandydatów to Bartek i Artur. Podczas apelu nie wydarzyło się nic ciekawego. Pierwszą grą tego dnia była gra zastępu „Sokoły” o nazwie „Operacja walka z ogniem”. Polegała ona na zrobieniu trzech punktów, a następnie dotarciu na pole bitwy, gdzie musieliśmy pokonać zmiennokształtnych w tzw. bitwie na opaski. Mój zastęp „Jastrzębie” był na pierwszym miejscu ex-aequo z „Kraskami”. Według mnie była to najlepsza gra na całym zimowisku.

Daniami podanymi na obiad były skrzydełka w panierce oraz frytki. Frytki były dobre, lecz skrzydełka średnio mi smakowały. Następnym punktem programu była kolejna gra zastępu, tym razem zastępu „Krasek”. Grę o pseudonimie „Duchy” bez problemu wygraliśmy, niszcząc konkurencję. Na kolację tym razem podali pizzę z pieczarkami i szynką. Najedzeni poszliśmy odpocząć do pokojów i zaczęliśmy robić sprawności harcerskie na pełną skalę.

Kominek był naprawdę intrygujący, ponieważ Jędrzej opowiadał nam o TDP (Turniej Drużyn Puszczańskich). Okazało się, że spełniamy prawie wszystkie kryteria, aby w nim wziąć udział. Bardzo się cieszę, że mamy szansę dostać się tam, iż jest to wielki zaszczyt. Będąc wyczerpanym po ciężkim dniu, poszliśmy się umyć oraz spać, by mieć siły na następny dzień.

mł. Jakub S., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ V

Zimowisko 2026 – DZIEŃ IV

Zimowisko 2026 – DZIEŃ IV
Międzybrodzie Żywieckie, wtorek 20 stycznia 2026 r.

Jak zawsze oboźny obudził nas gwizdkiem. Ja całkiem wyspany szybko wstałem i poszedłem na zbiórkę. Po kilkunastu minutach wyszliśmy na rozgrzewkę. Mimo bólu nogi dawałem sobie radę tak jak reszta. Wszystkie ćwiczenia pokazane przez oboźnego bez problemu zrobiłem wraz z innymi. Ok. godziny 8:00 całą drużyną jak zawsze udaliśmy się na śniadanie. Ja po raz kolejny wziąłem parówki z chlebem i masłem, a do popicia przesłodzoną herbatę. Najedzony wraz z zastępem wróciłem do pokoju.

Niestety przez złe samopoczucie ominął mnie bardzo ciekawy punkt dnia – wyprawa w góry. W czasie kiedy ja poszedłem spać, kilka osób z mojego zastępu wraz z przybocznym Mikołajem wyruszyli na pobliski szczyt „Kocierz” 884 m.n.p.m. Śnieg podobno sięgał tam aż do połowy piszczela! Wszyscy bez urazów wrócili do ośrodka i wszyscy poszliśmy na obiad.

Czekała na nas bardzo dobra zupa, a na drugie danie – pyszne spaghetti bolognese! Bardzo się najadłem i moim zdaniem był to jeden z lepszych obiadów. Wraz z zastępem wróciłem do pokoju i podczas LB słuchałem opowieści o ich wyprawie.

Po południu, a już nawet wieczorem, prawie całą drużyną udaliśmy się na śpiewanki z „Rudymi”. Piosenki były bardzo różnorodne – od smutnych i dołujących po wesołe i miłosne. Miło się śpiewa w takim gronie. Śpiewanki się skończyły i całą drużyną udaliśmy się na kolację. Oczywiście się najadłem i wróciłem z moim zastępem do pokoju.

Przebraliśmy się sprawnie w mundury i odbyło się kolejne sprawdzanie porządków. Zdobyliśmy dużo punktów więc byłem bardzo zadowolony. No i na sam koniec dnia odbył się drużynowy kominek. Gawędę tym razem poprowadził Piotrek – nasz przyboczny. Była ona bardzo intrygująca i ciekawa.

wyw. Artur K. „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ IV

Zimowisko 2026 – DZIEŃ III

Zimowisko 2026 – DZIEŃ III
Międzybrodzie Żywieckie, poniedziałek 19 stycznia 2026 r.

Obudził nas gwizdek oboźnego, a z racji że był to dzień powszedni czekała nas rozgrzewka w -9°C na zewnątrz. Po śniadaniu zwyczajowo odbyły się porządki, a później apel, na którym dowiedzieliśmy się, że czekają nas zwiady.

Jednym z zadań naszego zastępu „Jastrzębie” było przeprowadzenie sondy ulicznej na temat kwalifikacji polskiej reprezentacji w piłce nożnej do FIFA 2026 (mistrzostw świata). Po wykonaniu wszystkich zadań od kadry wyszło nam, że ponad połowa ankietowanych nie wierzy w Polską reprezentację.

Na obiad zjedliśmy zupę ogórkową, a na drugie danie jajka w sosie. Podczas LB szykowaliśmy grę zastępem, która miała się odbyć tuż po odpoczynku. Gra trwała od 16:50 do 18:40 i była naprawdę wyczerpująca zarówno dla punktowych jak i uczestników. Zjadłszy kolację poszliśmy szykować się na kominek, podczas którego zastępy przedstawiły swoje scenki ze zwiadów. Było śmiesznie. Później już tylko kąpiel i spać.

mł. Jakub S. „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ III

Zimowisko 2026 – DZIEŃ II

Zimowisko 2026 – DZIEŃ II
Międzybrodzie Żywieckie, niedziela 18 stycznia 2026 r.

Wstaliśmy rano i z racji, że była to niedziela, to nie było rozgrzewki. Udaliśmy się na śniadanie. Każdy się najadł i wypił herbatę. Kilkanaście minut później wszyscy już byli w pokojach i sprzątali, a po sprawdzeniu porządków poszliśmy na apel.

Podano wtedy punktację, w której prowadziły „Śmieszki”. Później odbyła się gra integracyjna, w której udział wzięły wszystkie drużyny obecne na zimowisku. Polegała ona na inspekcji statku kosmicznego, na którym byliśmy. Po grze poszliśmy na obiad, który znowu był bardzo smaczny Tym razem dostaliśmy rosół, a na drugie danie schabowego z ziemniakami.

Popołudniowa gra okazała się dosyć prosta. Trzeba było znaleźć „Lightsticki” dla każdej osoby z zastępu, pójść na punkt i tam pokonać zmiennokształtnego. Po pokonaniu go dostaliśmy szyfr, który okazało się, że nie działał. Finałem gry było podchodzenie, które wygrały „Śmieszki”. Wieczorem odbył się kominek, a po nim każdy poszedł spać. Był to bardzo ciekawy dzień i jestem z niego zadowolony.

wyw. Artur K. „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ II

Zimowisko 2026 – DZIEŃ I

Zimowisko 2026 – DZIEŃ I
Międzybrodzie Żywieckie, sobota 17 stycznia 2026 r.

Warszawa Centralna, godzina 5:00. Wszyscy powoli zaczęliśmy się zbierać. Każdy z ciężkim plecakiem, ale z pozytywnym nastawieniem. Wsiedliśmy do pociągu już ok. 5:40. W przedziale siedziałem z całym moim zastępem.

Po ponad 4 godzinach dotarliśmy do Katowic, gdzie przesiedliśmy się do pociągu Kolei Śląskich. Minęło 1,5 h i znaleźliśmy się w Żywcu, gdzie oczekiwaliśmy na autobus. W międzyczasie zagraliśmy w mistrza musztry, rozpętaliśmy bitwę na śnieżki i obliczyliśmy sposobem harcerskim wysokość wieży kościelnej w Żywcu.

Nareszcie razem z „Rudymi Mrówami” i „Zakonem Obrony Żywiołów” wsiedliśmy do autobusu. Każdy przepychał każdego, a chaos był wszędzie. Cała podróż trwała ok. godziny. Potem kilkanaście minut spaceru i dotarliśmy do naszego ośrodka.

Czekając na podział pokojów, rozpoczęła się kolejna wielka bitwa na śnieżki: szeregowi i zastępowi przeciwko kadrze. Oczywiście kadra przegrała. Po wejściu do ośrodka zostały przydzielone pokoje między zastępami. Kiedy już wszystko było wiadome, to rozpoczęliśmy rozpakowywanie. Poszło całkiem sprawnie.

Potem oczywiście obiad, który był przepyszny! Zupa jarzynowa, a potem gulasz z kluskami. Jest to świetne połączenie. Obiad zjedzony, 45 minut LB minęło, więc wróciliśmy do sprzątania. 25 punktów (czyli max) dostaliśmy, więc całkiem dobry wynik. Wieczorem zjedliśmy kolację, przebraliśmy się w mundury i poszliśmy na apel.

Chwilę po nim zaczął się kominek. Kiedy każdy w pokoju odpoczywał, to nasz drużynowy zorganizował zbiórkę i poinformował nas, że weźmiemy udział w grze nocnej. Polegała ona na tym, żeby podejść niezauważonym na punkt X i dać sygnał racą o tym innym naukowcom. Dzień się na tym skończył. Wiem, że wielu osobom się podobało i zgadzam się z nimi. To był super dzień!

wyw. Artur K., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ I

Wigilia i III święto Dziewiątki

Wigilia i III rocznica powstania Dziewiątki
parafia Opatrzności, 20 grudnia 2025 r.

W dniu 20 grudnia 2025 r. w kościele pw. Opatrzności Bożej na ul. Dickensa odbyła się kolejna wigilia 9 WDH im. gen. Stanisława Skalskiego „Eskadra”. Harcerze spotkali się o 16:30, żeby przygotować kościół do uroczystości. Następnie rozpoczęła się gra wspólna z rodzicami i zuchami w parku im. Zasława Malickiego. Polegała ona na pokonaniu „Łapacza Marzeń”, który chce powstrzymać święta Bożego Narodzenia. Należało wykonać różne zadania, takie jak nauka zuchowego tańca, czy zaszyfrowanie hasła, a na końcu go złapać.

Po grze odbył się apel w kościele, w czasie którego były rozdawane krajki i plakietki oraz drużynowy ogłosił zmiany na funkcjach. Krajki otrzymali wszyscy, którzy brali udział w biegu na krajkę, tak samo jak wszyscy, którzy starali się o plakietkę ją dostali.

Po uroczystym apelu najpierw zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a potem ojciec Mateusz przeczytał Ewangelię i powiedział parę słów do zgromadzonych osób. Finalnie wszyscy podzielili się opłatkiem. Następnie rozpoczęła się wieczerza, na której były przygotowane przez harcerzy ciasta. Po uczcie zastępy zaprezentowały zabawne reklamy swoich ciast. Na zakończenie wszyscy utworzyli krąg i zaśpiewali „Bratniaka”. W tegorocznej wigilii Dziewiątki brało udział ok. 20 harcerzy, 2 wędrowników i 7 zuchów oraz spora, przynajmniej 25 osobowa grupa rodziców.

Dziękujemy księżom za możliwość zorganizowania wigilii w kościele po raz kolejny.

(szer. Wojciech F.)

Album ze zdjęciami: https://photos.app.goo.gl/g5ktYBNAyrju1Fcc7

Strona wpisuWigilia i III święto Dziewiątki

Bieg na krajkę i plakietkę

Bieg na krajkę i plakietkę
Stare Miasto, Warszawa, 6 grudnia 2025 r.

W sobotę 6 grudnia o godzinie 9:30 zebraliśmy się na pomoście w parku Zasława Malickiego. Zostaliśmy podzieleni na dwuosobowe zespoły i rozdano nam kartki zapisane kodem Morse’a, gdzie zaszyfrowano miejsce naszego biegu na krajkę i plakietkę. Na Stare Miasto dojechaliśmy w grupach autobusami. Na placu Zamkowym przekazano nam mapę z zaznaczonymi 10 punktami, do których musieliśmy dotrzeć. Na każdym miejscu czekali punktowi, którzy zadawali nam pytania dotyczące m.in. tradycji i historii 9 WDH, życiorysu naszego patrona i miejsc z nim związanych. Pytano nas również o piosenki obrzędowe oraz prawo i przyrzeczenie harcerskie. W trakcie biegu gonili nas harcerze, którzy biegli już wcześniej na krajkę i plakietkę. Gdy nas złapali, wręczali nam mandaty. Bieg trwał ok. 9 godzin. Następnie na placu Zamkowym zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i zawiązaliśmy krąg. Niektórym osobom wręczono chustę i odśpiewaliśmy „Bratniaka”. Potem wróciliśmy zmęczeni, ale zadowoleni do domów.

(szer. Wojciech F., „Sokoły”)

Strona wpisuBieg na krajkę i plakietkę

Wypad ZZtu 2025

Wypad ZZtu w Beskid Sądecki
Beskid Sądecki, 14-16 listopada 2025 r.

W weekend 14-16 listopada nasz ZZ wyjechał w góry w składzie 6 osób. Łącznie przeszliśmy ponad 43 kilometry po górach od Jaworzyny Krynickiej (1114 m.n.p.m.), po Halę Łabowską i Pustą Wielką.

Wsiedliśmy do pociągu w piątek wieczorem, ale wysiedliśmy z niego już w sobotę o 8:45 rano. Naszą wędrówkę zaczęliśmy na peronie w Krynicy-Zdrój. Tego dnia przeszliśmy 28km, przechodząc przez takie miejsca jak Jaworzyna Krynicka, czy schronisko na Hali Łabowskiej. Po długiej wędrówce trafiliśmy do miejsca noclegu w Wierchomli, zjedliśmy pesto na obiad i położyliśmy się spać.

Następnego dnia wcześnie wstaliśmy, bo już o 5:15! Szybko zjedliśmy śniadanie i poszliśmy na mszę. Po wszystkim wróciliśmy do wędrówki o 8:30. Przeszliśmy przez Pustą Wielką, by dojść do Muszyny, gdzie zjedliśmy pizzę i wsiedliśmy do pociągu. W międzyczasie jeszcze odbyła się rada ZZ-tu. W Warszawie zameldowaliśmy się o 23:00, zawiązaliśmy krąg i pozytywnie zmęczeni rozeszliśmy się do domów.

(ćw. Jan Artych)

Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/Qi4TKnBaJm7ENV3k8

Strona wpisuWypad ZZtu 2025

Gra drużyny w parku Szczęśliwickim

Gra drużyny
park Szczęśliwicki, 30 marca 2025 r.

W sobotni poranek o godzinie 9:09 zaczęła się gra drużyny. Do walki stanęły trzy zastępy w prawie pełnych składach: Jastrzębie, Kraski i Śmieszki.

Każda grupa miała swoich ludzi w ważnych rolach: dowódców, agentów, lekarza oraz żołnierzy. Agenci musieli schować sekretne informacje. Jeżeli zostali złapani przez przeciwników, to mogli stracić swoje dane, co dawało punkty drużynie zdobywającej kartkę. Sytuacja z generałami była podobna – wrogowie otrzymywali punkty, gdy udało im się zabrać generałowi rogatywkę lub gdy generał był eliminowany. Piechota miała szansę na regenerację dzięki medykowi, jednak jeśli medyk został zabity, piechota traciła tę szansę.

Na polu gry było pięć punktów strategicznych oraz szósty: klepa, który był elementem rywalizacji między kadrą, a zastępami. Walka była zacięta, a każdy zastęp dawał z siebie wszystko, żeby zdobyć jak najwięcej punktów.

Po intensywnej i rozgrywce wszystko stało się jasne: pierwsze miejsce wywalczyły Śmieszki, drugie przypadło Jastrzębiom, a trzecie zajęły Kraski. Gra okazała się przede wszystkim wspaniałą przygodą.

Po grze miał miejsce apel, na którym ogłoszono wyniki, ale przede wszystkim funkcję proporcowego drużyny otrzymał szer. Mikołaj P.

(wyw. Szymon Tracz)

link do albumu ze zdjęciami autorstwa mł. A.K.: https://photos.app.goo.gl/9fmbBS4kdirqyDZq5

Strona wpisuGra drużyny w parku Szczęśliwickim

Zimowisko 2025 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2025 – DZIEŃ VII
Bukowiec, piątek 14 lutego 2025 r.

Wstaliśmy o godzinie 7.40, po czym nastąpiła rozgrzewka. Następnie udaliśmy się na śniadanie, na które wszyscy czekali z niecierpliwością.

Przez następne pięć godzin rozwiązywaliśmy autorski szyfr wymyślony przez kadrę. Nie obyło się bez sporej ilości podpowiedzi.

Na obiad zjedliśmy pyszne ruskie pierogi. Po posiłku, drużyna w pełnym składzie, poszła na apel. Następnie mieliśmy czas na przygotowanie naszych scenek na Kinderball, który odbył się tuż po apelu. Kiedy wszyscy już zaprezentowali swoje absurdalnie zabawne scenki, nasz oboźny odgwizdał zbiórkę na sprawdzanie porządków. Punktacja była następująca: Jastrzębie – 2 punkty, Śmieszki oraz Kraski – 3 punkty.

Od razu po porządkach wszyscy udali się na kolację, podczas której zaserwowano nam jajecznicę. Później był kominek z 1001 WDH-ek „Strumień”.

Następnie ogłoszona została gra, która jak się okazało, odbyła się również z harcerkami. Podzieliliśmy się na dwie grupy – „Romla” i „Montgomery’ego”. Miała wygrać drużyna, która pokona osobę pełniącą rolę flagi. Po zaciętych trzech starciach wygrała drużyna „Romla”. Wróciliśmy do ośrodka i dzień zakończyła wspólna modlitwa.

Ten dzień był pełen przygód i zwrotów akcji. Podobał mi się najbardziej ze wszystkich dni.

wyw. Szymon Tracz, „Kraski”

Strona wpisuZimowisko 2025 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2025 – DZIEŃ V

Zimowisko 2025 – DZIEŃ V
Bukowiec, środa 12 lutego 2025 r.

Obudziłem się wraz z gwizdkiem ok. 8 rano. Byłem bardzo zdziwiony, że Piotrek nie odgwizdał rozgrzewki.

Udałem się wraz z resztą naszej cudownej drużyny na śniadanie, które jak zawsze było sycące. Jędrzej polecił nam zrobienie kanapki na później, ale nikt nie wiedział czemu. Nareszcie po śniadaniu razem z moim zastępem wyszliśmy na zbiórkę. Dowiedzieliśmy się o tym, że idziemy w góry! Naszym celem był „Skalnik”, czyli szczyt, który ma ponad 900 m. n.p.m.

Razem z moim zastępem – Jastrzębiami (oprócz jednej osoby, która się rozchorowała 🙁 ) porządnie przygotowaliśmy się na wyprawę. Po 20 minutach wyruszyliśmy. Najpierw szliśmy ulicą powolutku do góry. Razem z Szymonem z Krasek i Ignacym z mojego zastępu zainicjowaliśmy śpiewanie piosenek. Kiedy gardło mnie rozbolało, przestałem śpiewać. Po dłuższym czasie w końcu ujrzałem śnieg! Razem z resztą drużyny znaleźliśmy zamarznięty strumyk i rozpoczęliśmy łamanie lodu. Bardzo dobrze się wtedy bawiłem.

Minęło jeszcze trochę czasu i zauważyłem duże skały. Okazało się, że to „Mała Ostra”! Wszedłem na kamień i mimo mgły i śniegu widoki były piękne. Kilkanaście minut później idąc zauważyłem znak. Nie był to zwykły znak. Było tam napisane „Skalnik, 945 m. n.p.m.”. Myślałem sobie „Nareszcie…”. Usiadłem wraz z moim zastępem i zabraliśmy się za jedzenie drugiego śniadania oraz picie herbaty. Kilka minut minęło i już prawie wszystkim było zimno, więc zaczęliśmy schodzić. Po dłuższym czasie byliśmy już przy ośrodku.

Przebrałem się i poszedłem z całą drużyną na obiad. Był całkiem dobry. Oboźny powiedział, że mamy aż godzinę i 25 minut LB. Potem razem z moim zastępem sprzątaliśmy pokój, a następnie udaliśmy się na śpiewanki. Bardzo dobrze się śpiewało mimo problemów z gardłem.

Następnie przygotowaliśmy się do kolacji, a potem była moim zdaniem jedna z najlepszych części dnia – kominek. Niestety nie dałem rady głośno śpiewać, ale motywowałem resztę Jastrzębi i jestem z nich dumny. To był bardzo wymagający i męczący dzień, ale naprawdę mi się podobało.

mł. Artur K., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2025 – DZIEŃ V