haz26

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VII
Międzybrodzie Żywieckie, piątek 23 stycznia 2026 r.

Znowu obudził mnie gwizdek oboźnego. O 7:25 wyszedłem wraz z moim zastępem na zbiórkę poranną. Dostaliśmy 10 minut na przebranie się na rozgrzewkę. Następnie udaliśmy się na dwór, gdzie rozpoczęliśmy rozruch. Najpierw przebiegliśmy ok. 200 metrów, a potem mój podzastępowy – mł. Jakub S. przeprowadził ćwiczenia na rozciągnięcie i rozgrzanie.

Kiedy każdy był już gotowy na ponowne wyjście na dwór, to poszliśmy zjeść śniadanie. Tym razem wybrałem kanapki z jajkiem na twardo i wypiłem gorącą herbatę. Wraz z zakończeniem śniadania, razem z moim zastępem poszliśmy do pokojów i rozpoczęliśmy sprzątanie. Wyniki były naprawdę dobre! Tylko jeden błąd w 2 pokojach.

Od zakończenia sprawdzania porządków wróciliśmy do robienia sprawności, pisania relacji oraz przygotowywania scenki na kinderbal (festiwal). Po decyzji jury zajęliśmy 2 miejsce. Jestem z tego wyniku bardzo zadowolony. Wieczorem zjedliśmy kolację, odbył się kominek i rozpoczęła się watra, na której byłem do końca (4:00). Dzień był bardzo produktywny i jestem z niego zadowolony.

wyw. Artur K., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ VII

Zimowisko 2026 – DZIEŃ V

Zimowisko 2026 – DZIEŃ V
Międzybrodzie Żywieckie, środa 21 stycznia 2026 r.

Obudziliśmy się około 7:20 po 8 godzinach snu. Nasz wspaniały drużynowy dodał nam otuchy na nadchodzący dzień. Następnie była obfita rozgrzewka, zakończona zaległymi pompkami. Później udaliśmy się na bardzo pożywne śniadanie. Po śniadaniu odbyły się standardowe porządki. Następnie odbyła się gra zastępu „Sokoły”. Zmęczeni udaliśmy się na smaczny obiad. Oboźny dał nam lekko ponad godzinę na LB, na którym: zaliczaliśmy sprawności, pisaliśmy relacje i odpoczywaliśmy. Później odbyła się według mnie druga najlepsza gra na zimowisku, mianowicie gra „Krasek”. Po grze poszliśmy na majestatyczną kolację. Na koniec dnia odbył się kominek. A po nim wszyscy smacznie poszli spać.

wyw. Ignacy P., „Sokoły”


Dzisiejszy dzień miał być normalny, czyli trening, śniadanie i rozgrzewka, czy tak było? Oczywiście, że nie. Janek Hoser źle się czuł, więc musiałem być sam. Kadra zaproponowała dwie opcje: będę z kimś, ale nie dostanę punktów lub będę sam, więc wybrałem drugą opcję. Kadra dała mi swoje numery telefonów i zaznaczyła mi ośrodek na mapie.

Zostało kilka minut, stresowałem się, że nie dam rady. Każdy wybiegł z ośrodka, każdy biegł na pierwszy punkt. Biegłem tak szybko, że nikt nie mógł mnie dogonić. Druh powiedział nawet, że mogę to wygrać. I miał rację. Skończyłem pierwszy punkt, pobiegłem później na drugi punkt, z drugiego chciałem na trzeci, ale złapał mnie druh Jan Artych. Jastrzębie już skończyły i pobiegły przez małą górę, ja natomiast, żeby się nie zgubić, poszedłem okrężną drogą. Zauważyłem harcerza, który chce mi coś powiedzieć i wtedy zrozumiałem, że goni mnie druh Mikołaj Kamiński. Złapał mnie, musiałem czekać trzy minuty, zanim mnie uwolnił. Po uwolnieniu biegłem tyle, ile sił miałem w nogach, gdy dotarłem na trójkę, były tam Jastrzębie, zrobiłem trzecie zadanie.

Biegłem na czwórkę, aż nagle złapał mnie znowu Jan Artych. Jastrzębie poleciały dalej, ja poleciałem łąką po trzech minutach drogą optymalną. Byłem jako pierwszy na czwórce, a później na górze była zaciekła bitwa, wygrały Jastrzębie.

Potem był obiad, obudziliśmy Janka Hosera, zjedliśmy, odpoczęliśmy. Janek Hoser czuł się lepiej, więc zagraliśmy w grę popołudniową. Było pięć punktów, ale Janek Hoser powiedział, że zrobimy trzy punkty, bo nie wyrobimy się z czasem. Później zagraliśmy w grę na zrywanie opasek. Druhowie udawali duchów, a za zerwaną opaskę były punkty.

Po grze zjedliśmy kolację, po kolacji czas na porządki i przebranie się w mundur, potem był kominek. Byłem tak padnięty, że myślałem, że już pójdę spać. Po kominku musieliśmy kłaść się spać i wtedy zdałem sobie sprawę, że jutro czeka nas nowa przygoda.

szer. Szymon B., „Śmieszki”


Po przebudzeniu od razu zorientowałem się, że źle się czuję, ale stwierdziłem, że jeszcze z tym zawalczę, więc bez słowa narzekań wyszedłem na rozgrzewkę. Po solidnym rozgrzaniu udaliśmy się na śniadanie, na które były klasyczne parówki i płatki z mlekiem. Wróciliśmy do ośrodka i miała się odbyć gra „Sokołów”, niestety ze względów zdrowotnych nie mogłem się na nią udać. Wykorzystałem ten czas na dobry sen. Po powrocie reszty drużyny z gry udaliśmy się na niewykwintny, ale dobry obiad.

Po posiłku rozpoczęła się gra „Krasek”, na którą stwierdziłem, że pójdę, ponieważ nie można dać innym zastępom takiej przewagi. Gra w ogóle była bardzo dobra, ale było trochę za mało czasu w stosunku do ilości punktów.

Po grze zjedliśmy pyszną kolację, na którą została zaserwowana pizza, kolejny dobry posiłek. Zjedliśmy i dostaliśmy czas na porządki w mundurach. To jeszcze nie koniec, bo po kolacji odbył się kominek, na którym niestety niezbyt mogłem śpiewać z powodu bolącego gardła. Mój dzień skończył się szybką radą ZZ.

wyw. Jan H., „Śmieszki”


Kolejnego dnia zimowiska zbudził mnie jak zawsze gwizdek oboźnego. Poza pokojami gorąco powitał nas Jędrzej. Wygłosił on kilka ważnych i zachęcających słów. Wyszliśmy na rozgrzewkę. Chwilę pobiegaliśmy, trochę poskakaliśmy i porozciągaliśmy się. Później jak zawsze śniadanie. Bardzo się najadłem, więc miałem dużo energii na gry.

Każda osoba z zastępu wróciła ze mną do pokoju i od razu rozpoczęliśmy sprzątanie. Wycieraliśmy kurze, składaliśmy ubrania i ścieliliśmy łóżka. Prawie wszystko było na tip-top. Ale oczywiście oko oboźnego musiało dostrzec jakieś niedoskonałości. Zadowoleni wróciliśmy do pokoi i rozpoczęliśmy przygotowania do gry zastępu „Sokoły” prowadzonego przez wyw. Ignacego P.. Wraz z pomocą mojego podzastępowego Jakuba S. poprowadziliśmy „Jastrzębie” do zwycięstwa w grze (był remis z „Kraskami”). Biegaliśmy, wspinaliśmy się, ale udało nam się. Po potężnej walce na górze w ramach finału pokonaliśmy wszystkich.

Gra się skończyła, więc poszliśmy na obiad. Dzisiaj dosyć niestandardowo – frytki ze skrzydełkami z kurczaka. Całkiem niezły obiad, nawet się najadłem. Udałem się z zastępem do pokoju. Zaczęliśmy zdobywanie sprawności. Resztę LB odpoczywaliśmy.

Po południu udaliśmy się na grę organizowaną przez „Kraski”. Podczas niej musieliśmy dotrzeć do 4 punktów, a zakończyła się klepą. Finalnie ją wygraliśmy.

Dzień zwieńczyliśmy kominkiem. Gawęda, którą opowiadał Jędrzej była długa, ale ciekawa i intrygująca. Kto jeszcze nie wiedział, to usłyszał co to TDP, jak na niego pojechać i po co. Po tym dniu na pewno każdy był zmęczony, ale szczęśliwy. Jak to się mówi, byliśmy „Przetyrani w dobrym tego słowa znaczeniu”.

wyw. Artur K., „Jastrzębie”


Obudziłem się z zakwasami po wczorajszej wędrówce, czując jak boli mnie każdy mięsień mojego ciała. Na śniadanie jak zwykle był szwedzki stół i płatki z mlekiem oraz bardzo słodka herbata. Przed porannym apelem czekało nas niestandardowe zajęcie – wybór osoby grającej na werblu. Dwóch obecnych kandydatów to Bartek i Artur. Podczas apelu nie wydarzyło się nic ciekawego. Pierwszą grą tego dnia była gra zastępu „Sokoły” o nazwie „Operacja walka z ogniem”. Polegała ona na zrobieniu trzech punktów, a następnie dotarciu na pole bitwy, gdzie musieliśmy pokonać zmiennokształtnych w tzw. bitwie na opaski. Mój zastęp „Jastrzębie” był na pierwszym miejscu ex-aequo z „Kraskami”. Według mnie była to najlepsza gra na całym zimowisku.

Daniami podanymi na obiad były skrzydełka w panierce oraz frytki. Frytki były dobre, lecz skrzydełka średnio mi smakowały. Następnym punktem programu była kolejna gra zastępu, tym razem zastępu „Krasek”. Grę o pseudonimie „Duchy” bez problemu wygraliśmy, niszcząc konkurencję. Na kolację tym razem podali pizzę z pieczarkami i szynką. Najedzeni poszliśmy odpocząć do pokojów i zaczęliśmy robić sprawności harcerskie na pełną skalę.

Kominek był naprawdę intrygujący, ponieważ Jędrzej opowiadał nam o TDP (Turniej Drużyn Puszczańskich). Okazało się, że spełniamy prawie wszystkie kryteria, aby w nim wziąć udział. Bardzo się cieszę, że mamy szansę dostać się tam, iż jest to wielki zaszczyt. Będąc wyczerpanym po ciężkim dniu, poszliśmy się umyć oraz spać, by mieć siły na następny dzień.

mł. Jakub S., „Jastrzębie”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ V