haz 26

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VI

Zimowisko 2026 – DZIEŃ VI
Międzybrodzie Żywieckie, czwartek 22 stycznia 2026 r.

Dzień zaczął się jak zwykle od gwizdka na pobudkę, po którym przebraliśmy się w codzienne ubranie. Rozgrzewka może i była krótka, lecz wymagająca. Chwilę po niej poszliśmy na śniadanie, które jak co dzień było pyszne i obfite. Następnie odbyło się szybkie sprawdzanie porządków w pokojach, a chwilę później rozpoczął się apel.

Później wyszliśmy w teren na grę zastępu „Śmieszki”. Gra trwała do obiadu. Obiad bardzo smaczny – zupa i drugie danie. Około 14:40 zaczęło się LB (odpoczynek po obiedzie), które trwało przez najbliższą godzinę, podczas którego można było zadzwonić do rodziny.

Od razu po LB zaczęła się jakże wyjątkowa gra kadry, ponieważ zamiast działać w zastępach wszyscy działali indywidualnie. Gra miała dwa etapy: pierwszy polegał na chodzeniu po punktach rozsypanych po całym Międzybrodziu Żywieckim, za to druga faza działa się na małym półwyspie i polegała na zapamiętywaniu i przekazywaniu wręcz losowych liter kadrze i kupowaniu terenu z mapy.

Od razu po grze poszliśmy szybkim krokiem do ośrodka na kolację. Po kolacji odbyło się sprzątanie w pokojach i jak zwykle kończący dzień kominek.

mł. Piotr S., „Kraski”


Jak zawsze rano obudził mnie gwizdek drużynowego – Janka. Niestety przez kontuzję nogi nie mogłem biegać. Ale dołączyłem do drużyny, aby zrobić ćwiczenia na rozgrzewce. Na śniadanie standardowo był szwedzki stół. Ja wybrałem kanapki z twarogiem i dżemem. Dzisiaj podczas apelu robiłem zdjęcia, które niestety nie wyszły z powodu złego ustawienia aparatu.

Następnie odbyła się gra „Śmieszków”. Była dobrze zorganizowana oraz miała ciekawą fabułę. Mój zastęp nie mógł uczestniczyć w finale gry przez pewien błąd. Na obiad był dzisiaj pyszny schab z kluskami śląskimi oraz surówką. W trakcie przerwy poobiedniej pisałem relację i oczywiście odpoczywałem przed następną grą. Gra kadry była dość męcząca, ponieważ każdy chodził sam pomiędzy punktami i indywidualnie wykonywał zadania. Druga faza gry była częścią ekonomiczną, której celem było kupienie jak największej liczby powiatów. Na kolację zjadłem kanapki z wędliną, masłem i ogórkiem oraz wypiłem dużo ciepłej herbaty. Dzień zakończył się kominkiem, na którym była gawęda o historii króla Władysława Warneńczyka.

szer. Piotr Ż., „Jastrzębie”


Dziś, czyli w czwartek, 22 stycznia rozpoczął się kolejny ekscytujący dzień na zimowisku „Eskadry”. Około 7:20 była drastyczna pobudka. Następnie mieliśmy chwilę na przebranie się z piżam i przygotowanie się na rozgrzewkę. Dzisiejsza rozgrzewka była krótka, lecz wymagająca. Po rozgrzewce było pyszne i ciepłe śniadanie.

Najedzeni i wypoczęci udaliśmy się na pierwszą grę tego dnia, którą stworzył zastęp „Śmieszki”. Zmęczeni oraz zadowoleni poszliśmy na obiad. Jedliśmy kluski śląskie, kotlety, surówkę i zupę pomidorową. Po godzinie odpoczynku inaczej zwanym LB mieliśmy chwilę na przygotowanie, a potem rozpoczęła się kolejna gra, tym razem organizowana przez kadrę.

Gra miała dwie fazy, pierwsza polegała na odnalezieniu za pomocą mapy czterech punktów oraz ukończenie zadań, które się na nich znajdowały. Po zrobieniu każdego punktu instruktor zaznaczał na mapie punkt fazy drugiej. Faza druga była bardziej skomplikowana, było osiemnaście źródeł, z czego od pierwszego do szóstego dostawało się radioaktywność, z siódmego do dwunastego punkty, a od trzynastego do osiemnastego mutacje. Dzięki radioaktywności zdobywało się teren na mapie, którą każdy miał, dzięki punktom zdobywało się punkty na grę, a za mutacje mnożnik np. jedna mutacja to mnożnik razy jeden przecinek jeden. Było dziesięć faz, każda z nich trwała od czterech do pięciu minut. W każdym źródle była taka plansza jak w statkach, tylko trochę zmodyfikowana, w której fazie odbywały się współrzędne kratki np. A:5 i źródła od jeden do sześć. I tak przez dziesięć faz. Po grze w szybkim tempie udaliśmy się na kolację, która jak zawsze była obfita i oferowała dużo jedzenia. Dzień jak zawsze zakończyliśmy kominkiem.

mł. Bruno C., „Kraski”


Dzisiejszy dzień był super, ale zacznijmy od początku. Najpierw była rozgrzewka, później było śniadanie.

Po śniadaniu ja z Jankiem i prawie całą kadrą byliśmy punktowymi. Ja wybrałem plac zabaw, później szedłem z Jankiem i Piotrem. Piter poszedł na swój punkt, ja z Jankiem szedłem pięć minut i potem się rozdzieliliśmy. Myślałem, że nikt do mnie nie przyjdzie, ale jednak przyszły do mnie jako pierwsze „Sokoły”, zadałem im cztery pytania. Myślałem, że pójdą bez problemu na inne punkty, gdy znienacka naskoczyły na nich „Jastrzębie”. Walka była zaciekła. Bruno i Piotrek uciekli, Mikołaj został sam, dwóch harcerzy z „Jastrzębi” oderwało mu opaski, przybył na pomoc Bruno. Jastrzębie jakby nigdy nic poprosili mnie o zadanie. Gdy byłem w połowie, zauważyłem, że „Sokoły” i „Kraski” robią chwilowy sojusz. Chciałem na to nie zwracać uwagi, ale jak tylko chciałem zadać kolejne pytanie „Jastrzębiom”, widziałem w ich oczach strach przed potężną armią.

Po wykonaniu zadania Jastrzębie uciekały do tyłu, lecz potężna armia „Krasek” i „Sokołów” dogoniła „Jastrzębie”. Była potężna walka, każda drużyna straciła jedną opaskę. „Jastrzębie” się rozdzieliły, „Sokoły” wróciły po zadanie. Po dziesięciu minutach byliśmy na górce z prawie całą kadrą i Jankiem H. Janek musiał pójść do ośrodka, a moim i kadry celem było go chronić, zaś harcerze musieli nas pokonać. Niestety przegraliśmy.

Po grze był obiad i później gra kadry. Gra była niestandardowa, bo musieliśmy robić punkty sami, po punktach biegłem tyle, ile miałem sił w nogach. Byłem przedostatni, szczerze mówiąc nie rozumiałem zasad. Po kilku turach wreszcie wszystko zrozumiałem. Pod koniec gry mogliśmy zebrać lightsticki. Później było ognisko i pora do łóżek. Byłem tak zmęczony, że tylko jak poczułem łóżko, to poszedłem spać.

szer. Szymon B., „Śmieszki”


Obudziliśmy się przed godziną 8:00 ok. 7:40. Następnie wszyscy harcerze poszli na dwór na przyjemną rozgrzewkę, która pozwoliła się wszystkim przebudzić. Po rozgrzewce wszyscy wrócili na chwilę do pokojów, po to by się przebrać i przygotować do śniadania. Gdy wszyscy harcerze byli gotowi, ruszyliśmy na pyszne śniadanie.

Kiedy wszyscy się najedliśmy, mieliśmy chwilkę czasu dla siebie. Po krótkim odpoczynku odbyła się zbiórka, na której zostały nam objaśnione zasady pewnej interesującej gry wymyślonej przez zastęp „Śmieszki”. Polegała ona na tym, że zastępami biegaliśmy od punktu do punktu wykonując zadania. Na końcu gry odbywała się wielka bitwa pomiędzy zastępami i zmiennokształtnymi.

Prosto po grze wszyscy poszliśmy na bardzo smaczny obiad, na którym uzupełniliśmy spalone kalorie. Po obiedzie był czas wolny (LB), w którym należało odpoczywać. Po LB dowiedzieliśmy się o nowej grze terenowej. Owa gra została podzielona na dwie części. I część upodabniała się do innych gier terenowych, ponieważ polegała na chodzeniu do różnych punktów, przy których były zadania do wykonania. Różnica jednak polegała na tym, że pracowało się samemu. II część była inna. Nie była to powszechnie stosowana walka. Ta część polegała na szukaniu „źródeł” oraz podawaniu poszczególnych informacji z nich. Dzięki punktom można było kupować różne lokalizacje na mapie.

Kiedy gra dobiegła końca, od razu ruszyliśmy na upragnioną kolację, na której wszyscy się najedli. Po kolacji harcerze udali się do pokojów, aby przetrawić jedzenie. Na koniec dnia cała drużyna wybrała się na kominek, żeby pośpiewać piosenki. Można było również dowiedzieć się bardzo ciekawych informacji na temat Stanisława Skalskiego oraz króla Warneńczyka. Po kominku większość harcerzy poszła spać.

szer. Bartosz Cz., „Sokoły”

Strona wpisuZimowisko 2026 – DZIEŃ VI